Cud nad Odrą

Kolejny, wynorany w sieci artykuł, dotyczący historii Elwro. Tym razem pochodzi z Newsweeka: Cud nad Odrą.

Gdyby się okazało, że artykuł zniknął — jego kopia znajduje się na naszym serwerze, ale jest dostępna wyłącznie dla zalogowanych użytkowników.

Wojciech Myszka
Wojciech Myszka
dr inż. adiunkt

Tak się tylko rozglądam…

maszyna już nie tylko dokonywała obliczeń matematycznych, lecz także zajmowała się analizą, planowaniem, sprawami organizacyjnymi i ekonomicznymi — wylicza Bilski.

Jednak Odra 1204 musiała mieć dobre oprogramowanie, by w pełni wykorzystywać swe możliwości.

— Żeby je napisać, potrzeba było wówczas ponad setki matematyków programistów. Elwro nie miała takich możliwości — wyjaśnia Bilski. W tej sytuacji pod wpływem monitów z Wrocławia rządowa Komisja Oceny Maszyn Matematycznych, a następnie władze zgodziły się na zakup oprogramowania od firmy zachodniej. W kwietniu 1967 roku na wyprawę do Londynu wyruszyło pięciu dyrektorów i urzędników z różnych zjednoczeń przemysłowych oraz dyrektor techniczny Elwro Eugeniusz Bilski. Przybysze zza żelaznej kurtyny mieli iście ułańską fantazję, bo pierwsze kroki skierowali do centrali największego producenta komputerów na świecie, amerykańskiej korporacji IBM.

— Wyszedł do nas na korytarz facet po kielichu, co było widać, nawet nas nie zaprosił do gabinetu. Gdy się dowiedział, o co chodzi, powiedział, że IBM nie jest zainteresowany żadną współpracą z Europą Wschodnią. No to poszliśmy do następnych firm, tym razem angielskich – opowiada Bilski. W końcu w siedzibie brytyjskiego koncernu ICL Polaków nie wyrzucono za drzwi, tylko uprzejmie przyjęto i wysłuchano. Następnie zabrano na wycieczkę do fabryk ICL w Manchesterze, Stevenage, Letchworth, a na koniec zgodzono się udostępnić oprogramowanie źródłowe i tzw. dokumentację logiczną procesora ICL 1904. W zamian władze PRL obiecały kupić dwa zestawy komputerów ICL 1900 za 300 tys. dol. Umowę podpisano w Warszawie w lipcu 1967 roku.

— Potem przedstawiciel ICL zaproponował wspólną konferencję prasową i był zdziwiony, kiedy mu powiedziano, że w Polsce nie ma takiego zwyczaju — wspomina Bilski. Informacja o udanej transakcji nigdy się nie ukazała na łamach prasy PRL, choć ICL wywiązał się z zobowiązań. Przekazał oprogramowanie na taśmach magnetycznych wraz z ich opisem, a programiści z Elwro jeździli na szkolenia do Anglii. Co ciekawe, rząd Wielkiej Brytanii nigdy nie zablokował transferu nowoczesnej technologii. – Anglicy po prostu nie wierzyli, że uda się nam zbudować urządzenie zdolne pracować na ich oprogramowaniu — uważa Bilski.

Sam pomysł, żeby tworzyć komputer na podstawie systemu operacyjnego i dokumentacji logicznej, wydawał się w tamtych czasach absurdalny. To tak jakby najpierw kupić meble, dywany, sprzęty kuchenne, a potem wokół nich zacząć budowę domu. W ICL nie wiedziano, że Elwro ma Odrę 1204, jednak przed Thanasisem Kamburelisem i tak stanęło trudne zadanie, bo musiał ją przerobić, by pasowała do angielskiego software’u.

— Chyba nikt inny na świecie nie dokonał wcześniej czegoś takiego – uważa Adam Urbanek. Nowa Odra o symbolu 1304 na oprogramowaniu ICL działała znakomicie. Mało brakowało, by fakt ten nie miał żadnego znaczenia. W lutym 1968 roku do Moskwy wezwano delegację rządową z Polski, by poinformować ją, że kraje demokracji ludowej mają obowiązek produkowania komputerów radzieckich (tak naprawdę były one konstrukcji amerykańskiej).

Kradzież z IBM przez KGB planów konstrukcyjnych i oprogramowania to jeden z większych sukcesów sowieckich szpiegów. Ale Krajowi Rad rabunki przychodziły o wiele łatwiej niż tworzenie mózgów elektronowych. Oparty na planach IBM program budowy komputera Riad pod koniec lat 60. stanął w miejscu i dzięki temu Elwro mogło rozpocząć seryjną produkcję Odry 1304 (powstało 90 egzemplarzy) oraz pracować nad pierwszym polskim komputerem zbudowanym z układów scalonych. W PRL zmienił się też sposób traktowania elektroniki. „W przeliczeniu na milion mieszkańców w Polsce jest ok. 70 razy mniej komputerów niż w USA i około 15 razy mniej niż w NRF. Szacuje się, iż nasze opóźnienie w zastosowaniu maszyn cyfrowych wynosi około 10 lat w stosunku do USA i około 5 lat w stosunku do krajów EWG” — zapisano w 1971 roku w opracowaniu, które trafiło na biurko I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Edwarda Gierka. Moda na wspieranie nowoczesnych technologii sprawiła, że Elwro dostało zgodę na sprowadzenie z USA krzemowych układów scalonych wytwarzanych przez firmę Texas Instruments. Zbudowano z nich dwa prototypowe egzemplarze Odry 1305, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Mający zbliżone parametry komputer IBM 370 (model 145) potrafił wykonać 180 tysięcy operacji na sekundę, a Odra 1305 pracująca na oprogramowaniu ICL wykonywała ich 370 tysięcy!

Wkrótce komputery z Elwro zapoczątkowały w Polsce pierwszą rewolucję informatyczną. Instalowano je w najważniejszych zakładach przemysłowych, ośrodkach przetwarzania danych, w kolejnictwie i na wyższych uczelniach. Łącznie wyposażono w nie ponad 500 przedsiębiorstw i instytucji. Jednocześnie podjęto produkcję układów scalonych na licencji firmy Texas Instruments. Wydawało się, że PRL zacznie odrabiać dystans dzielący ją od Zachodu, gdy nagle o swoje prawa upomniał się Kreml, bo Riad był wreszcie gotów. Zadania produkcji poszczególnych modeli rozdzielono między państwa satelickie ZSRR. Polsce przypadł model R-30.

— Początkowo chciano go wytwarzać w Warszawie, ale pod koniec 1971 roku okazało się, że żadne tamtejsze przedsiębiorstwo nie jest w stanie temu podołać — opowiada Adam Urbanek. — Wówczas to nieszczęście spadło na nas. Kiedy przywieźli pierwszy egzemplarz, aż złapaliśmy się za głowę, gdy zobaczyliśmy, jaki to szmelc — wspomina.

Ale nawet to nie osłabiło inwencji młodych zapaleńców. Wpadli na pomysł, by wziąć oprogramowanie ukradzione IBM i zbudować własnego Riada, tak jak Kamburelis budował Odrę 1304. Wkrótce powstał elwrowski R-32 na amerykańskich układach scalonych. Kiedy w lipcu 1973 roku wystawiono go w Moskwie obok Riadów z innych krajów RWPG, Rosjanie dosłownie się zagotowali.

— Doszło do wielkiej awantury, a pracę straciło kilka osób na wysokich stanowiskach — wspomina Urbanek. We wrześniu 1973 roku do Wrocławia przyjechała delegacja z ZSRR, żeby wymusić zaprzestanie produkcji w Elwro jakichkolwiek innych komputerów niż sowieckie. Jedynie twardy opór ministra przemysłu maszynowego Aleksandra Kopcia zapobiegł katastrofie.

Widząc, że Polacy nie skapitulują, wysłannicy Kremla ulegli namowom, by w Elwro poza linią produkcyjną Riadów pozostała też druga, do produkcji polskiego sprzętu. Rok później Rosjanie boleśnie odczuli skutki swej wspaniałomyślności. Podczas międzynarodowych targów w Brnie Czesi urządzili wyścig komputerów. Mierzono, w jakim czasie poszczególne modele wykonają milion operacji. Riad R-30 potrzebował na to 70 sekund. Po nim wystartował elwrowski R-32. Cała operacja zajęła mu… 7 sekund! Na wystawie zapanowała konsternacja. Ale żaden z krajów RWPG nie ośmielił się zakupić polskiej wersji Riada.

Jednak Elwro nie narzekało na brak zamówień. — Duża część produkcji szła na potrzeby wojska — wspomina Adam Urbanek. Stworzono także zminiaturyzowaną Odrę 1325, która pod nazwą Rodan 10 znalazła wiele zastosowań militarnych, m.in. kierowanie ogniem artyleryjskim i planowanie sztabowe. Czechosłowackie zakłady Tesla uczyniły z Rodanów mózgi sterujące systemem radiolokacji pasywnej Tamara.

Po zażegnaniu kryzysu wywołanego przez sowieckie Riady wydawało się, że przed Elwro otwiera się świetlana przyszłość. Wyprodukowano 364 sztuki świetnej Odry 1305, z czego prawie jedną trzecią na eksport. Komputery te miały opinię niezawodnych, wystarczyło więc tylko iść za ciosem. Ale w kolejnych latach w Elwro zapanował totalny marazm. Nie wprowadzano innowacji, przestano ścigać się ze światem, najlepsi konstruktorzy odeszli lub się zestarzeli. Kiedy na Zachodzie rewolucja informatyczna nabierała rozpędu, Odra 1305 szybko stawała się zabytkiem.

— Ona była zbyt dobra — twierdzi Adam Urbanek. — A w realnym socjalizmie, gdzie każda innowacja przychodzi z trudem, nikt oprócz konstruktorów nie chciał jej ulepszać. Poza tym pod koniec lat 70. zaczął się kryzys i na wszystko brakowało dewiz — dodaje.

Być może paradoksalnie wysoka jakość komputerów Odra przesądziła o losie komputerów Elwro. Działały niezawodnie po 30 lat, ale cały świat szedł do przodu i w latach 80. były już obiektem kpin, zaś macierzysty zakład przypominał muzeum techniki. Przestarzałe i źle zarządzane zakłady Elwro w 1993 roku sprzedano koncernowi Siemens, który szybko zlikwidował i zrównał z ziemią dawną dumę polskiej elektroniki. I to był koniec wrocławskiego informatycznego cudu. Choć czasami — jak to z cudami bywa — przypomina on o sobie, wprawiając w osłupienie, czy to pilota F-117 kapitana Reachmonda czy dziennikarzy, którzy odkryli, że jakiś komputer może bez zawieszania się działać przez 34 lata.

„Dr Andrzej Krajewski jest historykiem i publicystą”

© 2018 Ringier Axel Springer Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone [/restrict]

Patrz również tu:

Elwro
Wojciech Myszka
Wojciech Myszka
dr inż. adiunkt

Tak się tylko rozglądam…